Info
Suma podjazdów to 19461 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec17 - 0
- 2026, Maj20 - 0
- 2026, Kwiecień27 - 0
- 2026, Marzec18 - 0
- 2026, Luty19 - 0
- 2026, Styczeń12 - 0
- 2025, Grudzień21 - 0
- 2025, Listopad27 - 0
- 2025, Październik26 - 0
- 2025, Wrzesień21 - 0
- 2025, Sierpień32 - 4
- 2025, Lipiec29 - 0
- 2025, Czerwiec30 - 0
- 2025, Maj35 - 0
- 2025, Kwiecień34 - 0
- 2025, Marzec30 - 0
- 2025, Luty24 - 0
- 2025, Styczeń34 - 0
- 2024, Grudzień35 - 0
- 2024, Listopad35 - 0
- 2024, Październik35 - 0
- 2024, Wrzesień18 - 0
- 2024, Sierpień34 - 0
- 2024, Lipiec32 - 0
- 2024, Czerwiec27 - 0
- 2024, Maj22 - 0
- 2024, Kwiecień23 - 0
- 2024, Marzec23 - 0
- 2024, Luty21 - 0
- 2024, Styczeń16 - 0
- 2023, Grudzień19 - 0
- 2023, Listopad21 - 0
- 2023, Październik22 - 0
- 2023, Wrzesień25 - 0
- 2023, Sierpień24 - 0
- 2023, Lipiec25 - 0
- 2023, Czerwiec22 - 0
- 2023, Maj23 - 0
- 2023, Kwiecień19 - 0
- 2023, Marzec18 - 0
- 2023, Luty11 - 0
- 2023, Styczeń19 - 0
- 2022, Grudzień15 - 0
- 2022, Listopad18 - 0
- 2022, Październik16 - 0
- 2022, Wrzesień12 - 0
- 2022, Sierpień21 - 0
- 2022, Lipiec12 - 0
- 2022, Czerwiec19 - 0
- 2022, Maj23 - 0
- 2022, Kwiecień21 - 0
- 2022, Marzec20 - 0
- 2022, Luty14 - 0
- 2022, Styczeń8 - 0
- 2021, Grudzień16 - 0
- 2021, Listopad13 - 0
- 2021, Październik19 - 0
- 2021, Wrzesień14 - 0
- 2021, Sierpień27 - 0
- 2021, Lipiec22 - 0
- 2021, Czerwiec24 - 0
- 2021, Maj24 - 0
- 2021, Kwiecień20 - 0
- 2021, Marzec23 - 0
- 2021, Luty16 - 0
- 2021, Styczeń18 - 0
- 2020, Grudzień19 - 0
- 2020, Listopad19 - 0
- 2020, Październik12 - 0
- 2020, Wrzesień15 - 0
- 2020, Sierpień15 - 0
- 2020, Lipiec17 - 0
- 2020, Czerwiec24 - 0
- 2020, Maj27 - 1
- 2020, Kwiecień7 - 0
- 2020, Marzec22 - 0
- 2020, Luty17 - 0
- 2020, Styczeń17 - 0
- 2019, Grudzień13 - 0
- 2019, Listopad14 - 0
- 2019, Październik16 - 0
- 2019, Wrzesień19 - 0
- 2019, Sierpień19 - 0
- 2019, Lipiec17 - 0
- 2019, Czerwiec20 - 0
- 2019, Maj18 - 0
- 2019, Kwiecień21 - 0
- 2019, Marzec19 - 0
- 2019, Luty15 - 0
- 2019, Styczeń13 - 0
- 2018, Grudzień15 - 0
- 2018, Listopad18 - 0
- 2018, Październik22 - 0
- 2018, Wrzesień18 - 0
- 2018, Sierpień24 - 0
- 2018, Lipiec21 - 0
- 2018, Czerwiec21 - 0
- 2018, Maj11 - 0
- 2018, Kwiecień17 - 0
- 2018, Marzec24 - 0
- 2018, Luty15 - 0
- 2018, Styczeń19 - 0
- 2017, Grudzień8 - 0
- 2017, Listopad19 - 0
- 2017, Październik14 - 0
- 2017, Wrzesień21 - 0
- 2017, Sierpień17 - 0
- 2017, Lipiec13 - 0
- 2017, Czerwiec15 - 0
- 2017, Maj9 - 0
- 2017, Kwiecień2 - 0
- 2017, Styczeń1 - 0
- 2016, Grudzień1 - 0
- 2016, Listopad9 - 0
- 2016, Październik3 - 0
- 2016, Wrzesień9 - 0
- 2016, Sierpień9 - 0
- 2016, Lipiec8 - 0
- 2016, Czerwiec7 - 0
- 2015, Maj5 - 0
- 2015, Kwiecień3 - 0
- 2014, Lipiec4 - 0
- 2014, Czerwiec6 - 0
- 2014, Maj8 - 2
- 2014, Kwiecień5 - 0
- 2014, Marzec4 - 0
- 2014, Luty1 - 0
- 2014, Styczeń1 - 0
- 2013, Sierpień6 - 0
- 2013, Lipiec8 - 0
- 2013, Czerwiec10 - 0
- 2013, Maj14 - 0
- 2013, Kwiecień6 - 1
- 2012, Wrzesień3 - 2
- 2012, Sierpień12 - 2
- 2012, Lipiec6 - 0
- 2012, Czerwiec10 - 2
- 2012, Maj13 - 0
- 2011, Listopad1 - 0
- 2011, Wrzesień2 - 0
- 2011, Sierpień9 - 0
- 2011, Lipiec10 - 0
- 2011, Maj6 - 0
- 2011, Kwiecień6 - 0
- 2011, Marzec5 - 0
- 2011, Luty2 - 0
- 2011, Styczeń1 - 0
- DST 18.40km
- Czas 00:48
- VAVG 23.00km/h
- Sprzęt Szara Eminencja
- Aktywność Jazda na rowerze
254. Biuro
Piątek, 12 września 2025 · dodano: 16.09.2025 | Komentarze 0
- DST 26.80km
- Czas 01:24
- VAVG 19.14km/h
- Sprzęt Szara Eminencja
- Aktywność Jazda na rowerze
253. Biuro
Czwartek, 11 września 2025 · dodano: 11.09.2025 | Komentarze 0
- DST 18.90km
- Czas 00:52
- VAVG 21.81km/h
- Sprzęt Szara Eminencja
- Aktywność Jazda na rowerze
252. Biuro
Środa, 10 września 2025 · dodano: 11.09.2025 | Komentarze 0
- DST 19.70km
- Czas 00:58
- VAVG 20.38km/h
- Sprzęt Szara Eminencja
- Aktywność Jazda na rowerze
251. Biuro
Wtorek, 9 września 2025 · dodano: 11.09.2025 | Komentarze 0
- DST 25.70km
- Czas 01:27
- VAVG 17.72km/h
- Sprzęt Szara Eminencja
- Aktywność Jazda na rowerze
250. Biuro
Poniedziałek, 8 września 2025 · dodano: 11.09.2025 | Komentarze 0
- DST 5.30km
- Czas 00:19
- VAVG 16.74km/h
- Sprzęt Szara Eminencja
- Aktywność Jazda na rowerze
249. Na tramwaj
Piątek, 5 września 2025 · dodano: 11.09.2025 | Komentarze 0
- DST 7.30km
- Czas 00:24
- VAVG 18.25km/h
- Sprzęt Szara Eminencja
- Aktywność Jazda na rowerze
248. Reha
Czwartek, 4 września 2025 · dodano: 11.09.2025 | Komentarze 0
- Sprzęt Canyon
- Aktywność Jazda na rowerze
MRDP - EPILOG
Poniedziałek, 1 września 2025 · dodano: 15.09.2025 | Komentarze 0
Na mecie byłem skrajnie zmęczony,
ale wiedząc, że zrealizowanie przeze mnie planu jest bardzo blisko, zmusiłem
się do ostatniego wysiłku. Z kolegą, który witał mnie na miejscu, ruszyliśmy do
bazy maratonu – tam wziąłem prysznic, przebrałem się w wygodne ciuchy i buty. W
jadalni, zajadałem posiłek zwycięzców, czyli makaron z mięsem, w międzyczasie
próbując kupić bilet na pociąg. I tutaj jak zwykle kochane PKP mnie nie
zawiodło – nie było biletów na rower. O nie! Na pewno PKP nie spowoduje, że nie
zrealizuję planu.
Biorę ostatnie koło ratunkowe –
telefon do przyjaciela. Radek Rogóż zostawił samochód w bazie, więc dzwonię do
niego o 1:38 w nocy, łapiąc go w okolicach Ustki. Na szczęście Radek zgodził
się pomóc i zabrać mój rower do Warszawy, więc mogłem rezerwować miejsce w
pociągu. Udaje mi się również złapać ostatni tej nocy kurs taksówki do
Władysławowa, gdzie dotarłem o 3. Po drodze do Gdyni, gdzie mam przesiadkę,
trzy razy zasypiam upuszczając telefon na podłogę. Wsiadając do pociągu w Gdyni
poprosiłem współpasażera o ewentualne obudzenie mnie w Warszawie, po pociąg jechał
do Krakowa. Finalnie nie było takiej potrzeby, a ja o godzinie 8:30
zameldowałem się na dworcu Warszawa Centralna. Złapałem taksówkę i drzwi do
mieszkania otwierałem o 9:15. Szybki prysznic, prasowanie koszuli i spodni, po
czym wymarsz do szkoły, do której dotarłem tuż przed 10. Jakież było zdziwienie
synów i żony jak mnie zobaczyli (nie uprzedzałem ich że przyjadę). Plan
zrealizowany w 99%!
Osiągnięcie przeze mnie tego sukcesu
nie byłoby możliwe gdyby nie poświęcenie mojej rodziny, która od października
2024 r. musiała dostosowywać swoje plany do moich treningów i planów
startowych. Dziękuję im za to. Dziękuję moim synom – Szymonowi i Michałowi, za
to że byli dla mnie motywacją do walczenia z licznymi przeciwnościami, które
napotkałem w czasie MRDP. Dzięki nim moim celem nie było samo przejechanie
MRDP, ale przejechanie MRDP w takim czasie, żebym zdążył na rozpoczęcie ich
roku szkolnego. Być może kiedyś moje poświęcenie i determinacja będą dla nich
przykładem w sytuacjach, które napotkają we własnym życiu. Dziękuję Gosi –
mojej żonie za pomoc, dopingowanie i konsultacje lekarskie w trakcie maratonu,
a także rozbudzanie we mnie motywacji do kręcenia, kiedy zaczynało mi jej
brakować. Świadomość, że cały czas jest z tobą ktoś i trzyma za ciebie kciuki
działa pozytywnie na psychikę, która wielokrotnie podczas tych 3212 kilometrów
podpowiadała złe rozwiązania. Dziękuję rodzicom i teściom za wirtualne
popychanie kropki. Dziękuję kolegom za liczne wiadomości w trakcie maratonu,
które motywowały mnie do dalszej jazdy.
Dziękuję Radkowi Rogóżowi za
perfekcyjne przygotowanie mnie pod kątem fizycznym do trudów MRPD. Tak jak
pisałem Radku, mój sukces sportowy jest Twoim sukcesem trenerskim. Stając na
starcie maratonu miałem wątpliwości czy jestem odpowiednio przygotowany,
natomiast Ty byłeś tego pewien i miałeś rację.
Pokonanie trasy MRDP pozwoliło mi
poznać granice moich możliwości fizycznych i było ogromnym sprawdzianem dla
psychiki. Jestem przekonany, że niejedna osoba, mierząc się z takimi problemami
jakie doświadczyłem, zdecydowałaby się zrezygnować z dalszej trasy. Być może
jazda w takim stanie (problem z szyją) była ryzykowna ale chciałem zrealizować
cel za wszelką cenę i ciężko by mi się funkcjonowało z DNF przy moim nazwisku.
Od ukończenia przeze mnie MRDP
mijają dwa tygodnia. Pomimo tego nie wróciłem do pełni zdrowia. Z szyją jest
lepiej, aczkolwiek nie odzyskałem jeszcze pełnej sprawności. Mam nadzieje, że
kolejne rehabilitacje i zabiegi szybko postawią mnie na nogi i rower. Mam
osłabioną siłę dłoni i problemy np. z trzymaniem sztućców czy zawiązywaniem
butów. Liczę, że dolegliwości przejdą w ciągu miesiąca i jestem przekonany, że
są one spowodowane ciągłym uciskiem środka dłoni odwróconą lemondką przez
ostatnie 800 km trasy.
Czy było warto? Tak.
Czy cena sukcesu była wysoka? Być może.
Czy za cztery lata pojawię się w Rozewiu? Niewykluczone.

Czy cena sukcesu była wysoka? Być może.
Czy za cztery lata pojawię się w Rozewiu? Niewykluczone.

Kategoria MRDP
- DST 417.58km
- Czas 18:24
- VAVG 22.69km/h
- Sprzęt Canyon
- Aktywność Jazda na rowerze
ETAP 7 – KLINISKA WIELKIE – JASTRZĘBIA GÓRA (NIEDZIELA 31.08)
Niedziela, 31 sierpnia 2025 · dodano: 15.09.2025 | Komentarze 1
Być może przespałem ok. godziny.
Regeneracja z tego żadna, ale stwierdziłem że czas ruszać dalej, bo meta była
już blisko. Temperatura spadła do 8°C, więc o 4:10 wsiadłem na siodełko, po
wcześniejszym obfitym posmarowaniu d… Sudokremem. Przede mną było około 415 km
do pokonania. Poranek był rześki, a poranne mgły potęgowały uczucie chłodu. Na
szczęście słońce powoli zaczynało grzać, co poprawiało komfort jazdy.
O 6:45 dotarłem do Wolina (2846
km) i pozwoliłem sobie na śniadanie w Żabce – dwa tosty i dwie kawy. Przy
okazji sprawdziłem połączenia kolejowe z Władysławowa do Warszawy – okazało
się, że był pociąg, który idealnie wpisywał się w mój pierwotny plan: odjazd
3:51 z Władysławowa, przyjazd do Warszawy o 8:30. W tym momencie wróciła
motywacja żeby jak najszybciej dotrzeć do mety i w poniedziałek rano stawić się
w wątpliwym stanie w szkole. Szybka kalkulacja i wychodziło mi, że każde 10 km
muszę pokonać w czasie max. 33 minut, co pozwoliłby mi na dotarcie do metę o
godz. 3. Ruszyłem zatem do celu, zapisując skrupulatnie od tego czasu statystki
pokonania każdych kolejnych 10 kilometrów.
O 8:20 byłem w Międzyzdrojach
(2868 km) – pozostała zatem już tylko nadmorska część trasy. Pomiędzy kolejnymi
nadmorskimi miejscowościami jechało się przyjemnie, natomiast każdy wjazd do
jakiegokolwiek kurortu oznaczał spowolnienie i lawirowanie między turystami i pourywanymi
fragmentami ścieżek rowerowych. Wiatr nie przeszkadzał, za to temperatura
znacznie wzrosła w ciągu dnia i zrobiło się bardzo gorąco. W Grzybowie (2954
km) o 12:30 zatrzymałem się na klasyczną pizzę z colą, do tego na deser nowe
opakowanie ibupromu. Po ok. 35 minutach ruszyłem w dalszą drogę, przy czym
jazda w 30 stopniach nie była tym, za czym przepadam.
W Mielenku (2995 km) złamałem
zasadę i sięgnąłem po energetyk, dodatkowo jeszcze uzupełniając elektrolity. Po
takim „doładowaniu” czułem się chwilowo całkiem dobrze – była 14:40.

Na
Garminie ustawiłem widok dystansu do celu, co psychologicznie działało na mnie pozytywnie,
gdy osiągałem kolejne kamienie milowe – 200 km, 150 km. Prowadzone przeze mnie
od rana kalkulacje wskazywały, że powinienem dotrzeć do mety w okolicach godz.
1, gdyż każde kolejne 10 km pokonywałem w czasie krótszym niż 33 minuty.
O 20:11 byłem za Smołdzinem, a
licznik pokazywał równe 100 km do mety.

O 21:45 w Wicku (3142 km) zaczęły się
ostatnie podjazdy. Totalne zmęczenie i brak sensownego snu od Zgorzelca
powodowały, że głowa nie funkcjonowała w sposób prawidłowy (pomijając kwestie
urazu fizycznego) – pojawiły się zwidy i halucynacje, słyszałem jakieś głosy,
wydawało mi się, że byłem w zupełnie innym miejscu. Czułem, że czas działać,
więc wyciągnąłem ostatnie dwie tabletki kofeiny (trzymane na czarną godzinę) i puszkę
energetyka, którą wiozłem w kieszeni koszulki. Terapia podziałała, świadomość wróciła.
W okolicach Czymanowa (3180 km) jechało
się już bardzo przyjemnie, widząc już oczami wyobraźni metę przy latarni
morskiej w Rozewiu. Ostatni wymagający podjazd przed Sobieńczycami został
pokonany, teraz pozostawało już tylko doczołgać się do mety. Za każdym razem
jak zbliżałem się do znaku z nazwą miejscowości miałem nadzieję, że będzie to
Jastrzębia Góra. Kilometry jednak nie kłamały, więc najpierw minąłem znaki
Sławoszyno, Karwieńskie Błoto Pierwsze, Karwia – aż w końcu o 0:48 minąłem
tablicę E-17a z napisem Jastrzębia Góra.

Garmin pokazywał kolejne zmniejszające się kilometry – 5, 4, 3, 2, 1…
Jestem! Metę mijam o godzinie 1:03,
po przejechaniu 3212,7 kilometrów, plasując się na świetnej 6.
pozycji w kategorii SOLO.

STATYSTYKA: dystans – 417,58 km; przewyższenia – 1676 m; czas jazdy –
18:24; czas ogólny – 20:51; średnia prędkość jazdy – 22,7 km/h
Kategoria MRDP
- DST 383.15km
- Czas 16:45
- VAVG 22.87km/h
- Sprzęt Canyon
- Aktywność Jazda na rowerze
ETAP 6 – ZGORZELEC – KLINISKA WIELKIE (SOBOTA 30.08)
Sobota, 30 sierpnia 2025 · dodano: 15.09.2025 | Komentarze 1
Budzik zadzwonił o 4:00. Nałożyłem
wcześniej przygotowane rzeczy i szykowałem się do wyjścia, gdy spojrzałem przez
okno – padało. Szybkie przebranie, ponowne pakowanie i o 4:40 wsiadłem ponownie
na rower.
Pomimo deszczu profil
wysokościowy napawał optymizmem – tym razem dominowały zjazdy, a nie podjazdy.
Niestety jakość dróg w Lubuskiem pozostawiała wiele do życzenia: chwilami
asfalt, potem kostka brukowa, następnie znowu asfalt, tak na zmianę przez kilkadziesiąt
kilometrów.
W Gozdnicy (2450 km), po 2
godzinach jazdy, przebiłem tylną dętkę. Wymiana w deszczu, na bruku o 7 rano,
nie była wymarzonym startem dnia, ale temat udało się szybko ogarnąć. Był to jedyny
problem techniczny jaki napotkałem podczas całej trasy MRDP.
Ze względu na coraz większe dolegliwości
ze strony mięśni szyi powróciłem do odwrotnego ustawienia lemondki i jazdy z
wyprostowanymi plecami – tak miałem jechać do samej mety. Słaba nawierzchnia dawała
się we znaki, dłonie odczuwały coraz większy dyskomfort.


Do Gubina (2540 km) dotarłem
około 11:30, czyli 13,5 godziny po planowanym czasie, ale biorąc pod uwagę
napotkane problemy, wynik był całkiem dobry. Pogoda znacznie się poprawiła i
przestało padać. Chwilę później wjechałem do Niemiec na bardzo przyjemny, ponad
50-kilometrowy odcinek prowadzący głównie po ścieżce rowerowej wzdłuż Odry. Po
drodze zorientowałem się, że w międzyczasie zgubiłem jeden ochraniacz na buty i
przebitą dętkę, które były przytroczone do sakwy podsiodłowej.

Ponownie byłem w Polsce ok. godziny
14:20, kiedy przekroczyłem most graniczny w Słubicach (2600 km). Tam też zatrzymałem
się w Żabce na tradycyjną pizzę i colę, zrobiłem krótką regenerację i
sprawdziłem pozycję innych zawodników i ruszyłem dalej. Plan zakładał dotarcie
do Stepnicy, która jest położona ok. 400 km od mety. Czasu teoretycznie powinno
mi wystarczyć, żeby dotrzeć na miejsce ok. 1-2 w nocy.
Jazda przebiegała przyzwoicie,
asfalt się poprawił, humor dopisywał. Problemem był mocno skrzypiący łańcuch – nie
miałem już zapasu smaru. W Cedyni (2701 km), około 19:45, zatrzymałem się w
Biedronce na kolację i uzupełnienie zapasów na noc. Pod sklepem poprosiłem
jedną z klientek o użyczenie mi kilku mililitrów oleju Kujawskiego, który przelałem
do pojemnika po smarze i chwilę później zaaplikowałem na łańcuch – problem
rozwiązany.

Około 35-minutowy postój pozwolił
chwilę odpocząć, odciążyć szyję i zredukować ból śródstopia. Ruszyłem dalej z
postanowieniem dotarcia do Stepnicy. Po drodze kontaktowałem się z
potencjalnymi noclegami, ale nikt nie wyraził chęci witania mnie w progu o 2 w
nocy. Szybka modyfikacja planu – przyjąłem, że będę jechał aż do zmęczenia,
planując nocleg na przystanku lub w podobnym miejscu.
W Szczecinie Dąbiu (2779 km)
zatrzymałem się w parku ok. godziny 0:30, zjadam zakupione wcześniej
biedronkowe hot-dogi i zdecydowałem, że to nie jest odpowiednie miejsce na sen.
Wsiadłem na rower i ruszyłem dalej.
O 1:15 dotarłem do Klinisk
Wielkich (2790 km), gdzie znalazłem obiecujący plac zabaw. Pomyślałem sobie – skoro
wziąłem bivibag z folii NRC, to nie po to żebym go wiózł przez całą trasę i go
nie użył. Na placu były dwa domki połączone ze sobą rurą o dość dużej średnicy,
którą typuję na idealne miejsce na sen. Rower przypiąłem do jednego z domków, a
sam zapakowałem się do rury. Ułożyłem się do snu z powerbankiem i telefonem z nastawionym
na godz. 3:30 budzikiem. Skorzystałem też ze skompresowanej kurtki puchowej
jako poduszki. Warunki może nie idealne, było trochę ciasno a rura była
odrobinę za krótka, natomiast jak na moje pierwsze spanie ‘pod chmurką’ na
jakimkolwiek ultra, uznaję że było to całkiem fajne miejsce. Dobranoc.

STATYSTYKA:
dystans – 383,15 km; przewyższenia – 1147 m; czas jazdy – 16:45; czas ogólny –
20:33; średnia prędkość jazdy – 22,9 km/h
Kategoria MRDP










